Alzheimer i lalka – czy jest się czego bać?

with Brak komentarzy

Terapia lalką. Opiekunowie mówią tej metodzie “TAK” przez wielkie “t”. Lekarze i naukowcy toczą dysputy, czy to aby etyczne, wykorzystywać nierealny fantom, by zaspokoić potrzebę “przywiązania” chorującej osoby i niejako manipulować uczuciami Bliskiego z A. Tak czy siak, warto przemyśleć zalety i wady terapii lalką w chorobie Alzheimera. Bo jak z każdą terapią – to, czy przyniesie więcej dobrego, czy złego – zależy od wielu czynników. Niektóre z nich są zupełnie od nas niezależne. 

fotografia lalki

Zalety lalki w terapii Alzheimera

Po pierwsze i najważniejsze – bez farmakologii jesteśmy w stanie uzyskać pozytywny efekt w opiece nad naszymi Bliskimi. Co mam na myśli pisząc “pozytywny efekt”? Wyniki badań wskazują na kilka korzyści płynących z terapii lalkami (więcej o tych badaniach TUTAJ):

  • Zmniejszony niepokój
  • Zmniejszone pobudzenie
  • Wyższy poziom szczęścia
  • Lepsza interakcja społeczna
  • Zwiększony poziom aktywności
  • Lepsza zdolność przyjmowania opieki
  • Mniej negatywnych wyrażeń werbalnych
  • Poprawiony nastrój
  • Zmniejszenie wędrówki
  • Zmniejszenie obsesji
  • Lepsze spożycie pokarmu

W praktyce wygląda to tak, że jeśli lalka zaskarbi sobie aprobatę naszego Bliskiego, zyskuje on niejako nowy powód do tego, by poczuć się “na swoim miejscu”. By być potrzebnym.

Dlaczego Bliscy z Alzheimerem troszczą się o lalkę?

Naukowcy mówią, że odpala się w tym miejscu mechanizm, który szerzej opisuje “teoria przywiązania” – termin powołany do życia przez Johna Bowlby’ego, który oznacza ni mniej, ni więcej tyle – że ludzie dla własnej równowagi psychicznej desperacko potrzebują przywiązania do innych.

Obserwowałam to na własnym podwórku. Kiedy dzieci były malutkie – mniej więcej od 1 do 6 miesiąca życia – M. chętnie opiekowała się nimi. Oczywiście w miarę rozwoju choroby trwało to coraz krócej i wymagało ścisłego nadzoru (zdarzyła się chociażby próba pokarmienia 3-miesięcznej istoty sernikiem). W kontakcie z noworodkiem budziła się w M. prawdziwa potrzeba BYCIA DLA KOGOŚ. Odpalała się w niej pozytywna iskra życia – nawet w momentach, w których zmagała się z silnym, nieposkromionym smutkiem.

Oczywiście niemożliwe jest wykorzystywanie dziecka do zaspokajania potrzeb chorego, zwłaszcza, że dzieci rosną i ze słodkich niemowlaków zamieniają się w buntowniczych dwulatków, z maluchów w przedszkolaków, z dzieciaków w nastolatków itd. Poza tym nowonarodzone dziecko i Bliski z Alzheimerem to mieszanka wybuchowa – zarówno jedno jak i drugie wymaga 24-godzinnej opieki, przy czym to pierwsze powoli uczy się jak sobie radzić ze swoimi trudnymi emocjami i innymi potrzebami, natomiast ten drugi – w związku ze swoimi emocjonalnymi huśtawkami i niezastopowanym regresem funkcji poznawczych – potrzebuje nas więcej i więcej i… więcej… i więcej…

Właśnie dlatego opiekunowie nie boją się sięgać po lalkę. Zanim wypróbowaliśmy tę metodę u siebie, wypytałam o doświadczenia innych “praktykujących”. O tym, czego się dowiedziałam i jak do tego podeszliśmy w naszym domu, przeczytasz w kolejnym akapicie.

Jak wprowadzić lalkę?

  1. GOTOWOŚĆ CHOREGO – na samym początku zastanów się, na jakim etapie choroby jest Twój Bliski. Mówi się, że najlepszy czas na terapię lalką to II lub III faza choroby. Pamiętam, jak bardzo baliśmy się tego etapu. Zadawaliśmy sobie pytanie: Jak to? M. będzie traktować lalkę jak dziecko? Niemożliwe. Wkurzy się, że coś takiego jej proponujemy. Niestety z czasem M. zaczęła traktować swoje odbicie lustrzane jak “obcego”, niejednokrotnie rozmawiała ze zdjęciami czy przestraszyła się postaci z telewizora. Stawało się dla nas jasne, że jej mózg po prostu tak działa – ożywiając nieożywione – i że najprawdopodobniej z lalką zadziała to podobnie.
  2. GOTOWOŚĆ OPIEKUNA I RODZINY – jeśli opieka nad Bliskim sprawia Ci coraz więcej trudności i rozważasz wprowadzenie lalki – nie bój się. Jak to mówią: “próba nie strzelba” – przekonali mnie do tego opiekunowie z facebookowej grupy “Demencja, Alzheimer, Otępienie starcze” (jeśli jesteś jej członkiem – mój post w tej sprawie i komentarze wspaniałych opiekunów przeczytasz TUTAJ). Jeśli zadziała – fajnie, jeśli nie – trudno. Jedyne co tracisz to pieniądze wydane na lalkę (chociaż warto tutaj wspomnieć, że naprawdę fajne lalki można dostać za grosze, z drugiej ręki np. na OLX). Inna sprawa to wątpliwości, które tobą rządzą, na przykład myśli o tym, w jaki sposób zareagują na lalkę pozostali członkowie rodziny – bliższe i dalsze osoby w otoczeniu chorego. Jak mogę to skomentować? Tonący brzytwy się złapie. Tak było przynajmniej w naszym przypadku. Wszystkie inne metody zawodziły, więc spróbowaliśmy. A to, że zdarzyło nam się usłyszeć komentarze typu: Lalka? Serio? Ponieważ wiemy, przez co przeszliśmy – mamy je w głębokim poważaniu 🙂
  3. WYBÓR LALKI – tutaj też można się zastanawiać – im bardziej realistyczna tym lepiej? Z drugiej strony – im bardziej realistyczna – tym droższa. My postawiliśmy na bardzo realistyczną hiszpankę, rzeczywistych rozmiarów – nie jest to jednak taki oryginalny fantom, jaki wykorzystuje się np. w szkole rodzenia czy na szkoleniach z pierwszej pomocy. Była to więc jakaś opcja pośrednia – koszt: 180 zł. Inni opiekunowie wspominali mi, że niejednokrotnie nie potrzebowali lalki, by wywołać podobny efekt, a ich Bliscy opiekowali się np. pluszakami. Jest to więc bardzo indywidualna kwestia. Można spróbować z różnymi zabawkami. Zwłaszcza, że wprowadzanie lalki nie polega na wciskaniu jej podopiecznemu w ręce, ale raczej na stworzeniu warunków, by podopieczny tę lalkę zauważył – to, co z faktem jej obecności zrobi – zależy już tylko od niego.
  4. PRZYGOTOWANIE OTOCZENIA – nasza lalka, a właściwie Kasia, została znaleziona w kołysce, przykryta kocykiem, z plastikowym smoczkiem w buzi. W pierwszej godzinie M. dostrzegała ją, ale nie interesowała się nią. Następna godzina przyniosła zainteresowanie, ale M. posmutniała, zdawało się, że jest jej przykro, że ktoś zostawił takie małe dziecko. Ten smutek trwał jednak najwyżej 30 minut, po tym etapie M. traktowała lalkę niezwykle opiekuńczo. W następnych dniach zauważyliśmy zależność, że M. ma ochotę na opiekowanie się lalką w określonych godzinach. Jednak generalnie – jej obecność, choć oczywiście nie zdziałała cudu, fajnie M. wyciszyła. Zwłaszcza w kontekście nieustannego wędrowania “do domu” i targającego nią z tego powodu niepokoju. Po co piszę o tym naszym doświadczeniu? Aby zarysować jeden ze sposobów – jak lalka może pojawić się w otoczeniu Bliskiego z A. Jeśli podopieczny nie opuszcza swojego mieszkania, można wykorzystać moment, w którym pójdzie spać i wówczas tak zaaranżować przestrzeń, by znalazło się w niej również miejsce na kołyskę z lalką. Aktualnie rozważamy również kupno magicznej butelki (czegoś TAKIEGO). Bo M. chce czasami karmić lalkę i lubi wtedy się martwić, że Kasia nic nie je.

Anglojęzyczny poradnik, w jaki sposób wprowadzać lalkę w terapii Alzheimera, znajdziesz na stronie Alzheimer’s Australia WA – KLIK. Jeśli nie znasz angielskiego – dobrze radzi sobie tutaj tłumacz googla.

Co mówią oponenci lalki w terapii Alzheimera?

W gruncie rzeczy potrafię się wczuć w ten głos krytyki dla terapii lalką. Za co jest krytykowana? Ano przede wszystkim za infantylizowanie Bliskich z A. I trudno się z tym nie zgodzić. Bo rzeczywiście – widok tej kochanej osoby, która niegdyś Tobie była czułą piastunką – z troską przemawiającej do lalki jak do żywego dziecka – w pierwszej chwili nie należy do najłatwiejszych.

Dlatego zanim zdecydujemy się na terapię zawsze warto pomyśleć, czy istnieje jakieś inne rozwiązanie, które w danej sytuacji może nam pomóc? My pomyśleliśmy o kocie. Ale niestety chemii nie było. Wiem jednak, że bardzo często Bliscy z Alzheimerem przywiązują się do zwierząt.

Chodzi mi jednak po głowie myśl, że etycznie dużo gorzej czułabym się ze szprycowaniem M. kolejnymi lekami albo co gorsza – z podtrzymywaniem jej niepokoju – który nieraz był bliski rozerwania jej od środka. Gorzej czułabym się z takimi rozwiązaniami, niż z zaproponowaniem jej opieki nad lalką. Jestem przekonana, że będąc “po naszej stronie świadomości” – nie miałaby nam tego za złe.

 

Podziel się:

Zostaw Komentarz